To jest styl Boga: najpierw ocalić człowieka, a potem leczyć jego grzech.
Jak bardzo potrzebujemy dziś tej Ewangelii. Żyjemy w świecie, w którym łatwo mówi się o człowieku, a trudniej mówi się z człowiekiem. Jeden komentarz, jedna wiadomość, jedno udostępnienie może zranić czyjeś dobre imię. Czasem łatwiej publicznie wyrazić swoje oburzenie, niż podjąć trud rozmowy.
A Jezus mówi:
„Idź do niego”.
Nie do innych. Do niego.
Na końcu dodaje: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Chrystus jest obecny nie tylko wtedy, gdy wspólnota okazuje sobie wzajemną życzliwość, ale również wtedy, gdy z miłością i odpowiedzialnością staje wobec zła, prawdy i potrzeby nawrócenia. Jest obecny tam, gdzie ludzie podejmują trud pojednania, ale także tam, gdzie nie uciekają od odpowiedzialności za dobro wspólnoty. Jest obecny tam, gdzie nie rezygnują z brata po pierwszej porażce. Tam, gdzie próbują go odzyskać.
Kiedy następnym razem usłyszymy tę Ewangelię, nie myślmy przede wszystkim o kolejnych stopniach kary. Pomyślmy o Chrystusie, który łączy miłosierdzie z prawdą, troskę o człowieka z odpowiedzialnością za dobro wspólnoty. Pomyślmy o Nim, który nigdy nie przestaje szukać człowieka.
Jak przypomniał papież Leon, mocne słowa Jezusa nie są groźbą ani szantażem, ale zaproszeniem do zbawienia. Pan jest zawsze po stronie człowieka, pragnąc jego zbawienia, ale właśnie dlatego nie pozostawia go obojętnym wobec zła. Nie potwierdza każdego naszego wyboru ani każdej naszej decyzji. Jego miłość jest większa: chce nas wyprowadzić z tego, co nas niszczy, i poprowadzić ku życiu.
Taki jest Bóg objawiony przez Jezusa. Nie przestaje walczyć o człowieka, nawet wtedy, gdy człowiek oddala się od Niego. Jego „walka” o człowieka nie jest przymusem. Jest nieustannym wychodzeniem ku człowiekowi, działaniem łaski i wezwaniem do nawrócenia.
Bo Jezus nie stopniuje surowości.
Jezus stopniuje troskę.